Music

niedziela, 11 marca 2018

One day I will come back and stay with you


            Leżałam na dachu, wpatrując się w niebo pełne błyszczących punkcików. Wyglądały tak, jakby do mnie mrugały, raz po raz rozdzierając srebrem czarną powłokę nieba. Przypominały mi jego oczy.
Hipnotyzujące, czarne tęczówki.

Byłam pewna, że w chwili, którą ja poświęcałam na taką głupotę, on się pakował. Przeczuwałam to od chwili, gdy wczoraj, wchodząc do mojego mieszkania po spotkaniu z Naruto, rzucił mi to swoje zagadkowe spojrzenie.
Wiedziałam, co ono oznaczało.

Zbywał mnie, odpowiadając zdawkowo na pytania dotyczące rozmowy z naszym Hokage. To tylko utwierdziło mnie w obawach. Cholernych obawach, szytych niepewnością, snujących się po mojej głowie już od kilku dni. Był w wiosce już dwa tygodnie.
Zdecydowanie dłużej, niż powinien.

Dwa bite tygodnie, przez które zdążyłam się przyzwyczaić do mijania go na ulicach. Przyzwyczaiłam się do tego, że spotykam go u Naruto i na spotkaniach Anbu. Nawet w do teraz przeszukiwanych podziemiach Korzenia, które miały przysłużyć się wiosce za pilnie strzeżone archiwum. Przyzwyczaiłam się do jego widoku.
Do jego obecności w moim domu.

Usłyszałam rozsuwające się drzwi, prowadzące na taras, a stamtąd na dach. Wiedziałam, że tu wejdzie, że znowu na mnie spojrzy i obojętnym głosem powie tylko jedno słowo. „Dziękuję”. Tylko tyle.
Aż tyle.

To i tak więcej, niż miałam prawo wymagać. Ten układ był strasznie niejasny, a jednocześnie nadzwyczaj wyrazisty. Wystarczający na tym etapie naszych relacji. Wystarczający jemu.
Niewystarczający mnie.

Mimo to, działał. Działał, bo nie potrafiłam się z niego wyrwać. Nie chciałam się wyrwać, głupio wierząc, że kiedyś stanie przede mną i powie, że jemu też nie wystarcza.
Byłam uzależniona.

Bez słowa wszedł na dach i położył się tuż obok mnie. Nic nie powiedział, nie popatrzył na mnie. Jedynie obserwował niebo. Robił coś, czego nigdy bym się po nim nie spodziewała.
Po prostu był.

— Sakura — wyszeptał w końcu, a jego głos wybrzmiał niczym grzmot w tej niezwykłej ciszy. Przekręciłam głowę w jego stronę i coś we mnie wcisnęło kolejną szpilkę w serce.
Nie patrzył na mnie.

Łaknęłam jego uwagi, którą dawkował bardzo oszczędnie. Za każdym razem łapczywie ją chwytałam i wyciskałam do ostatniej kropli.
— Sasuke? — Mój głos ledwie opuścił gardło, bo bałam się, że zaburzę tę dziwną atmosferę, którą stworzył swoim niecodziennym zachowaniem.
Nie wiedziałam, do czego dążył.

Kątem oka zobaczyłam, jak uśmiecha się pod nosem, by zaraz przekręcić głowę w moją stronę i spojrzeć mi w oczy. Jego wzrok był niemal drapieżny.
Zadrżałam.

— A gdybym został? — Jego ton był równie obojętny, jak zawsze. Ale nie jego oczy.
Feeria barw i emocji.

Znieruchomiałam, wpatrując się w niego z niedowierzaniem, ale przede wszystkim niezrozumieniem. Nie byłam w stanie trącić zapadki, która wyraźnie krzyczała gdzieś głęboko w mojej głowie, że to ten moment.
Chciałam tego przez całe życie.

— Nie rozumiem — wymruczałam, jak zaczarowana obserwując bruneta. Patrzyłam, jak podnosi się do siadu i unosi twarz ku niebu zasłanemu srebrnymi, migającymi punkcikami. Nie miałam pewności, czy to działo się naprawdę. Czy to była prawda.
Chciałam, żeby była.

— Gdybym kiedyś został... — przerwał i pokręcił głową. Wydawał mi się wtedy taki zagubiony i niepewny swych słów.
Był zagubiony.

— Inaczej — mruknął tak cicho, że byłam przekonana, iż to nigdy nie miało opuścić jego myśli. Zaraz się zreflektował i skierował wzrok nieco niżej, na dachy budynków miasta. — Wyobraź sobie, że kiedyś to wszystko się skończy. Skończą się ucieczki przed odpowiedzialnością.
Przed sobą, Sasuke, wiesz to.

— Wyjaśnij. — To jedno słowo wystarczyło. Wiedział, o co mi chodziło. Rozumiał, do czego dążyłam i czego od niego wymagałam po tych wszystkich słowach, układających w jedną myśl, pełną niepewnej nadziei.
Rozumiał mnie.

W jednej chwili znalazł się nade mną. Podparł się rękami i oparł czoło na moim, zawieszając swój przeszywający wzrok na moich oczach. Wplótł palce w długie różowe włosy, bawiąc się ich kosmykami.
— Wyobraź sobie, że wszystko zniknie. Cały ten świat, do którego się przyzwyczaiłaś, wszystko, co stałe w twoim życiu, wyparuje w jednej chwili.
Wpatrywałam się w niego urzeczona.

— Razem z tobą? — Odważyłam się podnieść rękę i dotknąć delikatnie jego twarzy. Gdy mi tego nie zabronił już pewniej zaczęłam znaczyć palcami wzory na jego twarzy, jak zahipnotyzowana wpatrując się w kare tęczówki.
Znałam odpowiedź na to pytanie.

— Nie. Wszystko oprócz mnie. — Uśmiechnął się lekko, co jedynie upewniło mnie w tej jednej, jedynej myśli. W tych uczuciach, które musiał wyczytać z moich oczu.
Nigdy nie był w moim życiu czymś stałym.

— Niech znika w cholerę, kiedy tylko sobie zażyczy. — Po tych słowach wpiłam się w jego usta, zatracając siebie w tej jednej chwili. Chwili, jakich było mało. Chwili, której za każdym razem wyczekiwałam niemal z dziecięcą niecierpliwością. One zawsze sprawiały, że czułam niedosyt. Niedosyt jego obecności. Jego zapachu, dotyku, tak rzadkiego uśmiechu. Tego szelmowskiego błysku w niezwykle żywych, czarnych tęczówkach, który znikał tak szybko i niespodziewanie, jak się pojawiał.
Ale się pojawiał.

Tęskniłam za jego intensywnym spojrzeniem, które pojawiało się tylko w tych krótkich momentach sam na sam, które zwiastowało jego odejście.
Zwiastowało koniec.

Kolejne miesiące rozłąki, bólu, tęsknoty. Kolejne dni mijające w takt wskazówek zegara, dosadnie uświadamiającego mi uczucie pustki, narastające z każdym dniem jego zwłoki. Z każdym dniem, kiedy bałam się, że już nigdy nie wróci. Nie wróci do mnie.
Że już odpuścił.

Ale wracał. Wracał do wioski. Wracał do swoich przyjaciół. Nie próbował zostawić Konohy. Nie zostawiał Naruto. Nie zostawiał Kakashiego. Wracał do swojej jedynej rodziny. Do tego, co kochał. Mimo, że nie chciał się do tego otwarcie przyznać, wiedziałam, że wracał, bo tęsknił.
Wracał do mnie.

Właśnie dlatego nie potrafiłam odpuścić. Nie potrafiłam wyrzucić go ze swojego serca. Cały czas trzymałam się tych uczuć, uparcie wierząc, że to jedyna słuszna droga. Trzymałam się ich, bo kochałam to, co we mnie budziły. Kochałam to, co On we mnie budził. Chciałam zachować te uczucia. Chciałam, bo wiedziałam, że to z nim chcę być, mimo wszystkiego, co się wydarzyło.
Kochałam go.




Ohayo!
Kolejny krótki one-schoot, który chodził mi po głowie już dłuższą chwilę, ale tym razem SasuSaku. W pierwszej chwili chciałam to pisać w trzeciej osobie, ale chyba tak wygląda to lepiej.
Mam nadzieję, że przypadł wam ten one-shot do gustu i zachęcam do opinii ;)
Co następne? Nadal nie wiem. Kiedy? Mam nadzieję, że do miesiąca max (ostatnio nawet mi to tu wychodzi)
Pozdrowionka i do następnego ;D