Music

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Itachi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Itachi. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2017

Sorry, I'm Psycho cz.2

„Miłość do niego była, jak papieros:
toksyczna, uzależniająca i powoli zabijała,
a jednak trwała do końca.”
~Unknow~

Haruno podniosła się ostrożnie z łóżka. Itachi wyszedł jakiś czas temu, ze swojej ostatniej wizyty, a że od kilku dni nie zamykał drzwi na klucz, dziewczyna postanowiła to wykorzystać. Zarzuciła na siebie bluzę bruneta, leżącą na drugim łóżku, wciągnęła na nogi swoje trampki, które

poniedziałek, 31 października 2016

Sorry, I'm Psycho cz.1

„Miłość jest jak wypracowanie...
najpierw wstęp... następnie rozwinięcie...
i zakończenie. Jego długość zależy od nas samych...
tak, jak w miłości. Jego treść jest u każdego inna...
wyrażamy w nim swoją duszę... Tak, jak w miłości.”
~Unknow

Obudziły ją dziwne odgłosy, jakby pomrukiwania, czy ciche rozmowy, dochodzące z korytarza. Zaniepokojona przetarła zaspane oczy i po cichu, tak by nie narobić za dużo hałasu, wysunęła się spod kołdry i na palcach podeszła do drzwi. Niepewnie położyła dłoń na

środa, 28 października 2015

Racing is my life! 3.Zasadzka

„Nie wszystko skończone, skręć jak ci jest źle, idź w drugą stronę”

Tokio, Kawasaki, 3 przecznica, okolice firmy „Tech-Mob” – 20.07.2015, godz.4:58
Ulicami dzielnicy Kawasaki, z zawrotną prędkością gnały Suzuki Swift S-Concept i Audi S5 Sportback, ścigane przez wozy policyjne.
-Błysk, Kosa – zatrzeszczało w radiach. –

czwartek, 20 sierpnia 2015

Racing is my life! 2.Rewanż

„Bywają w życiu takie chwile,
które w pamięci pozostają.
Choć czas mija,
one nie przemijają.”


-Niech tu tylko podejdą, a tak im zmasakruje te przystojne buźki, że rodzona matka ich nie pozna.
-Uspokój się do cholery – warknęła różowa. – Nie waż się ruszyć choćby palcem.
-Chcesz pozwolić na to, żeby traktowali cię jak śmiecia?
-Posłuchaj no Inuzuka – przeniosła na niego roziskrzone gniewem spojrzenie. – Gówno mnie obchodzą ich słowa. I co ważniejsze, nie mam zamiaru patrzeć, jak moi przyjaciele zniżają się do ich poziomu. Zrozumiałeś?
-Jasne – mruknął pod nosem. – Co w takim razie masz zamiar teraz zrobić? Zaprosić ich na drinka do naszego stolika?
-Mam zamiar nie zwracać na nich uwagi i świętować wygraną z przyjaciółmi. Poza tym uroczyście ci obiecuję i to w obecności świadka, że jeśli nie zrobisz tego samego, to zawiśniesz jutro za jaja na moim balkonie – skończyła ze słodkim uśmiechem, choć jej oczy nadal rzucały błyskawice.
-Nie zrobisz tego – stwierdził z lekkim wahaniem. Pamiętał jeszcze jak skończył tamten chłopak, który niby to przypadkiem przejechał ręką po jej pośladkach. Do teraz ma bliznę i zwiewa na jej widok.
-Znasz mnie praktycznie od zawsze i doskonale zdajesz sobie sprawę, do czego jestem zdolna – mruknęła z perfidnym uśmieszkiem, jakby potwierdzając tor jego myśli.
-Dobra. Nic im nie zrobię, ale łapska trzymaj przy sobie – skapitulował.
-No i to chciałam usłyszeć. A teraz marsz do reszty i dobrze się bawić.

Impreza, jak każda inna. Alkohol lejący się litrami, na kolejne toasty, zakłady, czy gry typu „Nigdy nie”. Ludzie tańczący na parkiecie w zbitej grupie, przy starych dyskotekowych rytmach. Głośne śmiechy coraz to innych grup i klejące się do siebie zakochane parki, co rusz znikające w ustronnych miejscach. Paczka Sakury wcale nie odstawała od tych standardów.
Po solidnej godzinie gier, po których Tenten plując sobie w brodę za wszystkie swoje występki, była zmuszona to przywitania się z muszlą klozetową całe, już mocno podpite towarzystwo, zajęło się swoim najbliższym otoczeniem.
Temari i Ino paplały o chłopakach, którzy pojawili się na imprezie, co nawiasem mówiąc trochę irytowało Saia – chłopaka Ino. Ten z kolei, próbując nie pokazywać swojej irytacji, dyskutował z Naruto o możliwościach swojego nowego BMW M3. Brunet był policjantem, jednak, tak jak chłopak Temari, nie palił się do aresztowania tej bandy rajdowców. Sam lubił szybką jazdę i żałował, że ze względu na pracę, nie może brać w nich udziału.
Ich rozmowie jednym uchem przysłuchiwała się, siedząca na kolanach blondyna Hinata, która jednocześnie starała się trochę załagodzić sprzeczkę pomiędzy Kibą i Sakurą. Czarno oki jak zwykle po alkoholu, obstawał przy tym, że Wiśnia miała zwykłego farta i wyłącznie dlatego udało jej się go wyprzedzić. Jak to mówią – Wszystko dobre, co się dobrze kończy.
I gdyby nie ten jeden incydent, właśnie tak można by podsumować ten dzień. Jednak, kto by się spodziewał wizyty braci Uchiha?
-Nasze ofiary losu nie marnują alkoholu – mruknął Sasuke, przez co wszyscy, jak jeden mąż, spojrzeli w kierunku przybyłych.
-Masz z tym jakiś problem? – warknął Kiba. – A może masz ochotę oberwać drugi raz? Nie ma sprawy. Dodatkowa lekcja manier na pewno ci się przyda.
-Nie krępuj się matole. Zobaczymy, kto będzie potrzebował wizyty w szpitalu – jego oczy rzucały błyskawice.
W ostatniej chwili Naruto z Saiem przytrzymali Kibę na miejscu, a Itachi, łapiąc brata za kurtkę, odciągnął go w tył.
-Mówiłem ci chyba, że masz trzymać nerwy na wodzy – skarcił brata nie spuszczając wzroku z Haruno.
-No to coś nowego – mruknęła różowa uśmiechając się z wyższością do młodszego z braci. – Braciszek popadł w niełaskę? No kto by pomyślał, że pan idealny, może zrobić coś nie tak – przeniosła wzrok na Itachiego. – Czego chcesz?
-Mam propozycje – mruknął, łapiąc mocniej za kurtkę brata, na co ten rzucił mu rozjuszone spojrzenie, ale dalej milczał.
-Ciekawe – coś jej się w tym nie podobało. – W takim wypadku słucham. Co takiego masz mi do zaproponowania?
-Rewanż.
-Rewanż? – spojrzała na niego ze zdziwieniem. – Znów masz ochotę na gorzki smak porażki?
-Tej sytuacji w planach nie mam – posłał jej tajemniczy uśmiech.
Haruno spojrzała na niego z jeszcze większym zdziwieniem, a jej niepokój rósł z każdą chwilą. Wygrała z nim jednak ciekawość.
-Czyżbyś miał zamiar podrasować auto, że czujesz się tak pewnie? Myślałam, że twój samochód jest, pozwól, że cię zacytuję „najlepszy bez żadnych tandetnych ulepszeń” – próbowała go sprowokować, jednak tutaj musiała uznać swoją porażkę.
-Kto wie? Może zmieniłem zdanie. Może liczę na twój błąd.
-W takim razie nie wypada mi odmówić, prawda Uchiha? – próbowała uśmiechem zatuszować swoje wątpliwości.
-Czekam na ciebie jutro o północy, tam gdzie zawsze. Ta trasa, co zwykle. Jeden na jednego.
Sakura kiwnęła w odpowiedzi głową, a jego paczka opuściła dom Ino. Ludzie wrócili do przerwanych czynności, jednak już z nie tym samym entuzjazmem. Kiba siedział z naburmuszoną miną, wkurzony szczególnie na Naruto, za powstrzymanie go. Bo o ile Sai, jest policjantem i jego reakcja była jak najbardziej naturalna, o tyle Naruto startował z tej samej pozycji, co Kieł. Zielono oka ignorując jego humory wdała się w pogawędkę z Hinatą, wiedząc, że następnego dnia szatyn wróci do normalności. Następnego i nie prędzej.
Nadal zastanawiały ją intencje Itachiego. Nawet, jeśli nigdy nie przegrał, to i tak jego zachowanie było, co najmniej podejrzane.


Tokio, Fujisawa, 7 przecznica, opuszczony plac budowy - 19.07.2015 godz.23:59

Sakura czekała na przeciwnika, siedząc na masce swojego samochodu. Nie miała już powodów, by się chować. Poprzedniego dnia wszyscy poznali tożsamość kierowcy widmo.
Czekała tak już od 10 minut, a Itachiego nadal nie było. Spojrzała w zniecierpliwieniu na zegarek, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało. Została mu niecała minuta. Jeśli by się nie pojawił, Haruno wygrałaby walkowerem.
Jednak chwilę po tym wszechobecny gwar przerwał Skyline, który nagle wyjechał zza zakrętu naprzeciw całego zgromadzenia. W zawrotnym tempie przejechał przez linię startu i zarzucił tyłem, stając tuż obok Chargera Wiśni. Z samochodu po chwili wysiadł brunet.
-No Itachi, gratuluję. Właśnie wybiła północ – stwierdziła ironicznie, uświadamiając sobie, że miała nadzieję, iż się nie pojawi. Miała głupie przeczucie, że coś się stanie i później będzie żałować tego rewanżu.
-Zawsze jestem punktualny – błysk w jego oczach wcale nie przypadł jej do gustu. – Mam dla ciebie jeszcze jedną propozycję.
-Coś często nimi ostatnio rzucasz – zmrużyła oczy. – Co tym razem?
-Co powiesz na mały zakładzik?
-W sensie? – coraz mniej podobała jej się ta rozmowa.
-Jeśli wygram, pocałujesz mnie.
Sakure dosłownie wmurowało. Nie dość, że to cholerne przeczucie chodziło za nią cały dzień, to w dodatku on wyjeżdża z czymś takim. Wiedziała, że ten rewanż to głupi pomysł. Co ważniejsze, nie czuła się już tak pewnie, jak podczas ich wczorajszej rozmowy. Kiedy koło niej przejechał, zauważyła, że jego samochód jest szybszy, co z jego zwrotnością nie wróżyło dobrze. Haczyk tej sytuacji tkwił w tym, że nie mogła mu odmówić. Nie podobało jej się to.
-A co, jeśli przegrasz? – spytała ostrożnie.
-Nie wydaje mi się – posłał jej perfidny uśmieszek, zaraz przybierając minę niewiniątka. – Ale niech będzie. Jeśli wygrasz, zrobię wszystko, czego sobie zażyczysz. Pasuje?
-Zgoda – stwierdziła z wahaniem. Jak na jej gust był zbyt pewny wygranej.
-To do samochodu i jedziemy – odwrócił się do Hinaty. – Mogłabyś?
Biało oka skinęła mu głową, wyszła na środek ulicy i powtórzyła standardową procedurę.
Ruszyli.
Haruno próbowała go zgubić, jednak cały czas jechali łeb w łeb. Kiedy już wjechali na ostatnią prostą, stało się dokładnie to, czego się obawiała. Uchiha wyprzedził ją na ostatnich metrach i jako pierwszy przeciął linię. „No niech mnie! Ten cholerny maminsynek zamontował drugi napęd i przegrałam zakład! Ale chwila, chwila. Nie było mowy o tym, gdzie mam go pocałować.” Sakura odetchnęła z ulgą i wysiadła z samochodu. To samo zrobił Itachi
-Czekam na swoją nagrodę – jego wzrok przepełniała satysfakcja.
„Jeśli ten cholerny uśmieszek nie zejdzie z jego gęby to mu przywalę. Przysięgam!”
Ruszyła w jego stronę szybkim krokiem, stanęła przy nim na palcach i dała mu buziaka w policzek. Zaraz potem odwróciła się z zamiarem odejścia do swojego samochodu, jednak chłopak złapał ją za ramię i gwałtownie odwrócił tak, że znów stała z nim twarzą w twarz.
-O co ci chodzi? – warknęła, na próżno próbując wyrwać się z żelaznego uścisku.
-Nie tak się umawialiśmy.
-Właśnie, że tak. Pamięć ci szwankuje? Nie było mowy o tym, gdzie mam cię pocałować cholerny arogancie – broniła się.
-O nie, tak gadać nie będziemy.
Nim zdążyła zareagować, brunet wpił się w jej usta. Zaskoczona, nie zdążyła go odepchnąć, zanim pogłębił pocałunek. Dopiero, kiedy zrozumiała, że wcale nie pozostaje na niego obojętna, zebrała się w sobie i go odepchnęła.
-W co ty pogrywasz Uchiha? – warknęła, ostatnim szarpnięciem uwalniając ramię z uścisku.
Itachi otworzył usta, ale zamiary pokrzyżował mu dźwięk policyjnych syren, który właśnie doszedł do ich uszu.
-Psy! – krzyknął ktoś z tłumu, a w następnej chwili wszyscy zaczęli wsiadać do aut. Po niespełna minucie plac całkowicie opustoszał.

Sakura tym razem odpuściła sobie zabawę w berka z policją i bocznymi uliczkami ruszyła prosto do domu. Zaciskała ręce na kierownicy i mamrocząc pod nosem przekleństwa, próbowała uporać się ze swoimi myślami. Za nic nie mogła zrozumieć postępowania Itachiego, ale jeszcze gorszy chaos w tej sytuacji wprowadziła jej reakcja. Nie mogła uwierzyć, że spodobało się je to, co zrobił. Myślała, że go nienawidzi, ba była tego pewna. Jednak ta sytuacja mocno zachwiała jej pewnością. Nie podobało jej się to. Nie chciała skończyć usychając z miłości do kogoś z tego środowiska, tym bardziej, jeśli tym kimś miałby zostać Itachi Uchiha. Doskonale pamiętała, opowieść rodziców o tym, jak się w sobie zakochali. Na początku oboje się nienawidzili, ale z czasem zaczęli się lepiej poznawać i połączyła ich wspólna pasja szybkości. Do teraz miała w głowie obrazy z wypadku, w którym zginęli, próbując prześcignąć się nawzajem, w byciu mistrzami rajdów Fujisawy. Widziała na własne oczy, jak dwa samochody, wyjeżdżając zza zakrętu, ze zbyt wielką prędkością, wpadają w poślizg, po to by na końcu zderzyć się z budynkiem i stanąć w płomieniach.
Zdawała sobie sprawę z tego, że była taka sama jak jej rodzice i prawdopodobnie skończyłaby tak samo, chcąc za wszelką cenę wygrać z „ukochanym”. Za żadne skarby tego nie chciała.
Tylko, co ona mogła zrobić, skoro „serce nie sługa”, a jej serce zawsze zwracało uwagę, na ludzi, na których nie powinno? Ta bezsilność ją dobiła, a z oczu mimowolnie zaczęły płynąć łzy.

Tokio, Fujisawa, 10 przecznica, dom Sakury - 20.07.2015 godz.00:52
Kiedy w końcu po długich chwilach bicia się z samą sobą dojechała do domu, ruszyła prosto do kuchni, trzaskając przy tym drzwiami. Kroki skierowała wprost do lodówki, skąd wyciągnęła butelkę piwa. Nie zdążyła go jednak otworzyć, bo ktoś zaczął dobijać się do drzwi wejściowych. Zirytowana z hukiem odstawiła butelkę na blat i ruszyła do przedpokoju.
-Już idę do cholery! – krzyknęła. – Pali się, czy co?
Mocnym szarpnięciem otworzyła drzwi, gotowa do ataku na sąsiada, kiedy jej oczom ukazała się twarz znienawidzonego przez nią bruneta. Tego jej było za wiele.
-Co ty tu do jasnej...
Nie dokończyła jednak wypowiedzi, bo właśnie w tej chwili, kątem oka zauważyła wjeżdżający na ulicę patrol policyjny. Złapała chłopaka za koszulkę i dosłownie wrzuciła go do przedpokoju, zatrzaskując szybko drzwi.
-Czy tobie już do końca rozum odjęło!? – wrzeszczała – Chciałeś trafić na 24h na dołek, zabierając przy okazji mnie!? I jak ty się tu dostałeś palancie!? Gdzie zostawiłeś samochód!?
-Stoi spokojnie w moim garażu dwie przecznice dalej – ani na chwilę nie tracił opanowania. – Nikt go nie zobaczy, więc jesteśmy bezpieczni.
-W takim razie, jaka cholera cię tu przywiała!?
-Nie krzycz. Jeszcze kogoś obudzisz, a moją obecność tu będzie trudno wytłumaczyć – upomniał ją spokojnie, na co ona zmrużyła oczy.
-Nie będziesz mi, do jasnej kurwy nędzy mówił, co mogę, a czego nie mogę robić we własnym domu Uchiha! Nikogo więcej tu nie ma, więc mogę się drzeć, dopóki sąsiedzi się nie pobudzą i nie wezwą psów rozumiesz!?
-Wolisz, żeby rodzice nie dowiedzieli się, jaka z ciebie kryminalistka? – jego słowa ociekały ironią. – A może nie chcesz, żeby dowiedzieli się ilu facetów tu sprowadzasz?
Tym razem przegiął. Złapała go za koszulkę i pociągnęła w dół tak, żeby ich oczy znajdowały się na tym samym poziomie.
-Posłuchaj no mnie Uchiha – warknęła groźnie, a jej oczy zaczęły rzucać błyskawice. – Po pierwsze nie interesuj się moim życiem prywatnym. Po drugie zważaj na słowa, bo nie jesteś wśród swoich koleżków, gdzie możesz jechać po ludziach do woli. Po trzecie lepiej zacznij gadać, po co ty przylazłeś, albo wypierdalaj tam, skąd cię przywiało, bo nie mam ochoty patrzeć na twoją gębę dłużej niż to konieczne. No chyba, że chcesz doznać poważnych uszkodzeń twarzy. Wtedy służę pomocą – mruknęła jeszcze ostrzegawczo.
-Ochłoń trochę – uwolnił się z jej uścisku. – Nikt nie nauczył cię, że gości zaprasza się do środka?
-Uczono mnie, żeby nie wpuszczać do domu męskich dziwek.
Itachi spojrzał na nią z góry, mając zamiar się odgryźć, ale zrezygnował z tego i westchnął z rezygnacją.
-Chciałem tylko pogadać i... – zawahał się.
-I?
-Przeprosić.
-Przeprosić? Ty? Mnie? – spojrzała na niego z niedowierzaniem. – To jest jakiś żart prawda? Jestem w ukrytej kamerze?
-Mówię poważnie – mruknął z irytacją.
Przyjrzała mu się, szukając jakiegoś fałszu w oczach, ale wydawał się być poważny. Skapitulowała w końcu i odwróciła się na pięcie.
-Nich ci będzie. Rusz tyłek – skierowała się do kuchni, a on posłusznie poszedł za nią. W środku wskazała mu stołek przy wyspie kuchennej.
-Piwa?
-Nie pogardzę.
Otworzyła lodówkę i wyciągnęła drugą butelkę, którą postawiła przed chłopakiem. Sama, porywając swoją z blatu obok lodówki, usadowiła się naprzeciw niego.
-To, co było tak ważne, że ten sławny Itachi Uchiha tłukł się tutaj pieszo przez dwie przecznice? – wpatrywała się z uporem w płyn, w butelkowo zielonym naczyniu.
-Chyba po pierwsze, to chciałem przeprosić. Ten zakład, to nie był najlepszy pomysł – mówił trochę niepewnie, jakby badając grunt, na którym stał. Wiedział, że Haruno może w każdej chwili wybuchnąć, a tego wolałby uniknąć.
Właściwie to sam nie wiedział, po co do niej przyszedł. Zwykle uczucia innych nie zaprzątały mu głowy, ale tym razem nie opuszczały go wyrzuty sumienia. Kiedy go odepchnęła, zauważył, że jej oczy się zaszkliły i już wtedy zaczął żałować swojego wybryku.
Chciał jak najszybciej odzyskać spokój sumienia, więc skierował swoje kroki do jej domu. Dopiero, kiedy zaczął jak opętany, dopijać się do jej drzwi, uświadomił sobie, co ma zamiar zrobić. Nie od dziś było wiadomo, że niejaka Sakura Haruno to potwór w ludzkiej skórze. Niestety w momencie, w którym to do niego dotarło, było już za późno na odwrót. Koniec końców siedział w jej kuchni, z dziwnym przeświadczeniem, że już dawno powinien dostać po mordzie. Stwierdził, że raz kozie śmierć i kontynuował swoją wypowiedź.
-Wiem, że trochę przesadziłem.
-Trochę!? – przerwała mu unosząc na niego wzrok.
-Dobra, bardzo. Ale nie chciałem cię tym urazić.
-Nie chciałeś mnie urazić? – zaśmiała się pod nosem z goryczą. – Czy ty się słyszysz Itachi? Coś ci chyba dzisiaj zaburza zdolność logicznego myślenia.
-Słuchaj – zniecierpliwił się. – Sam nie wiem dlaczego, ale po prostu żałuję, że tak to wszystko wyszło.
-Daruj sobie tą gadkę Uchiha. Jakoś gdy wyzwałeś mnie od zwykłej dziwki, nie dręczyły cię wyrzuty sumienia, choć nie masz o mnie i o moim życiu bladego pojęcia – prychnęła jak rozwścieczona kotka. – Mam ci nagle uwierzyć, że tak mały, w porównaniu do tamtego, cios nie daje ci spokoju!?
-Racja, uraziłem cię, ale ty odpłaciłaś mi się tym samym, więc tym się bronić nie próbuj.
-No, kto by pomyślał. Udało mi się czymś urazić pana, oazę spokoju, Itachiego Uchiha – zmrużyła oczy i rezygnując z ironii mówiła dalej. – Prawda jednak boli, nie sądzisz? To, jak cię postrzegają ludzie, choć nic ma się do ciebie, to jednak niezbyt przyjemne. W końcu nikt nie lubi, kiedy ktoś wyrzuca mu jego wady prosto w twarz. Jednak mimo to, nie sądzę, aby moje uwagi cię uraziły.
Jego milczenie było dla niej wyraźną odpowiedzią. Miała już dosyć jego towarzystwa.
-To wszystko, czego ode mnie chciałeś?
-Właściwie tak – czuł, że tym razem poległ.
-Więc raczej trafisz sam do wyjścia. Czy mam cię jednak poprowadzić za rączkę?
-Poradzę sobie – warknął i zerwał się ze stołka.
Chwilę później usłyszała trzask zamykanych drzwi. Podeszła do nich i zamknęła je na klucz. Ruszyła po tym prosto do łóżka, cały czas mając mętlik w głowie.





Ohayo!
Tak więc wzięłam się dziś do roboty i skończyłam II rozdział. Trochę to zajęło ale oddaję na czas. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu, choć sama nie jestem z niego do końca zadowolona. Na koniec samochody bohaterów tak jak ostatnio. 










Hinata
Porsche 911 Carrera SS Cabriolet



Naruto
Mitsubichi Eclipse



Ino
Mercedes SLS



Sasuke
Inifiniti Essence






środa, 12 sierpnia 2015

Racing Is My Life! 1.Wyścig

„Jesteśmy jak książki...
Większość ludzi widzi tylko naszą okładkę,
Mniejszość czyta wstęp,
Wielu wierzy krytykom,
Nieliczni poznają naszą treść.”


Tokio, Fujisawa, 7 przecznica, opuszczony plac budowy - 18.07.2015 godz.23:56
Tłum ludzi, głośna muzyka, zawrotna prędkość i samochody. Wygrany bierze wszystko, przegrany odchodzi z niczym. Znajome?
Dla pewnej różowo włosej dziewczyny to całe życie. Miejsce, w którym się właśnie znajdowała, w dzień zdawało się być opuszczone i zapomniane przez
wszystkich, za to w nocy stawało się jej drugim domem, miejscem spotkań rajdowców, startem i metą wyścigów.
To tutaj wracała po pracy, by pobyć z podobnymi sobie, poczuć adrenalinę siedząc za kółkiem i satysfakcję po wygranej.
Dlaczego ten nocny świat tak bardzo ją wciągnął? Sama nie znała odpowiedzi na to pytanie. Jedyne, czego była pewna to to, że kocha tę szybkość i adrenalinę. Kocha wygrywać.

Podjechała na linię startu i rozejrzała się po przeciwnikach. Zaraz obok niej stał czerwony Ford Mustang należący do jej przyjaciółki. Temari była sympatyczną, aczkolwiek stanowczą dziewczyną, której nie dało się łatwo wyprowadzić z równowagi. Nie zwracała uwagi na „rady” facetów, którzy 5 minut później płakali po przegranej. Nie znosiła szowinistycznego traktowania kobiet, tak jak zielono oka.
Obok Temari w swoim Chevrolecie Camaro SS siedział Kiba. Tego chłopaka znała praktycznie od pieluchy. Razem z nim, Naruto i Hinatą ścigali się od najmłodszych lat. Najpierw na rolkach, później rowerach i motorach, aż w końcu wsiedli do aut. Wiedziała, że szatyn nie da sobie tak łatwo wydrzeć wygranej. Założyli się przed rajdem i żadne z nich nie miało zamiaru tego zakładu przegrać. Uśmiechnęła się na myśl o osobistym szoferze, ale mina szybko jej zrzedła, gdy zobaczyła niebieskiego Nissana Skyline’a, który podjechał z jej lewej strony. Mimo przyciemnianych szyb, doskonale wiedziała, kto jest ostatnim uczestnikiem tej potyczki.
Itachi Uchiha. To nazwisko budziło w niej więcej gniewu i niechęci, niż nie jeden człowiek mógłby sobie wyobrazić. Dla Sakury brunet był aroganckim skurwysynem, mającym wszystkich w dupie, dla innych mistrzem rajdów ulicznych. Zresztą nie on jeden przyprawiał dziewczynę o mdłości. Jego brat Sasuke, różnił się od niego tylko w dwóch aspektach – wygląd i cierpliwość.
Dla Haruno perspektywa przebywania z nimi w odległości mniejszej niż 5 metrów, wydawała się być najgorszą ze wszystkich możliwych tortur.
 Tym razem jednak oprócz niechęci, czuła podniecenie. Za każdym razem, gdy nie startowała, dokładnie przyglądała się autom jej potencjalnych przeciwników. Poprzez sposób prowadzenia, mogła swobodnie określić możliwości samochodu jak i samego kierowcy.
Itachiego i jego brykę znała na wylot. Samochód, co prawda był cholernie szybki, jednak nie na tyle, aby prześcignąć jej potwora. Znała również sposób, w jaki Uchiha prowadzi i wiedziała, że za każdym razem popełnia ten sam błąd tuż przed metą. Mając tą wiedzę była pewna wygranej. Już od dłuższego czasu miała zamiar utrzeć nosa temu pozerowi i jego braciszkowi. Od słodkiego zwycięstwa i ogromnej satysfakcji dzieliły ją tylko 3 kilometry.

Punkt 00:00 na środek ulicy wyszła Hinata, a gwar momentalnie ucichł. Dziewczyna wyprostowała ręce przed sobą, wskazując w stronę samochodów na znak „GOTOWI”. Sekundę później odezwały się cztery potężne silniki.
Biało oka podniosła ręce w górę, a różowo włosa utkwiła w nich wzrok, gotowa w każdej chwili zwolnić hamulec. Kiedy jej przyjaciółka opuściła ręce, zawodnicy ruszyli z piskiem opon.
Pierwszy kilometr jechali łeb w łeb, jednak na zakręcie Kiba i Temari zostali w tyle. Sakura uśmiechnęła się pod nosem. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Tem odpuściła specjalnie i starała się też przyhamować Kibe. Co prawda w tym wypadku nie wygra zakładu uczciwie, ale najważniejsza była porażka bruneta. Jechała dalej trzymając się jakiś metr za nim.
Po trzecim zakręcie Itachi zaczął się irytować. Zazwyczaj przewagę wyrabiał sobie właśnie na zakrętach i na ostatnim odcinku jechał co najmniej 5 metrów przed resztą. Tym razem nie dał rady zgubić auta, które cały czas trzymało się tuż obok. Doskonale znał ten samochód i słyszał o jego kierowcy widmo. Choć nikt tak na prawdę nie wiedział kim jest właściciel Chargera, był on jednym z najbardziej rozpoznawalnych aut rajdów Fujisawy. 

W końcu wyjechali zza ostatniego zakrętu. Ku zaskoczeniu Sakury, Itachi wrzucił ostatni bieg szybciej niż zwykle. Na jej twarzy wykwitł cudowny uśmiech. Udało jej się go zdenerwować. 2 metry od mety zrobiła to samo, a brunet zauważył tylko jak czarny Dodge Charger przecina linię mety, zatrzymując się kilka metrów od niej.
Przegrał. Nie mógł w to uwierzyć. Cały tłum, który jeszcze chwilę temu dopingował tą dwójkę zamilkł, wpatrując się w nich z niedowierzaniem. Temari, która zdążyła już dojechać szczerzyła się do niej przez szybę. Kiba stał koło Naruto i tak jak blondyn, starał się nie zniszczyć tej atmosfery głośnym śmiechem. Za to Sasuke z otwartą gębą wpatrywał się w przyciemnianą, przednią szybę auta Sakury.
Każdy chciał zobaczyć, kto pokonał mistrza rajdów ulicznych, tym bardziej, że Sakura nie odjechała z mety tak jak zawsze. Dzisiaj miała zamiar pierwszy raz pokazać wszystkim, kto kryje się w jednym z najbardziej rozpoznawalnych aut tej imprezy.
Tyle, że zielono oka czekała na swojego rywala, chcąc ujrzeć jego twarz, gdy zrozumie z kim przegrał.
— No dalej Itachi. Ile mam na ciebie czekać?  mruknęła pod nosem.
Jak na zawołanie brunet wysiadł z auta i zaczął powoli iść w jej kierunku. Wysiadła i spojrzała mu prosto w oczy. Twarz Uchihy nie wyrażała nic, jednak na usta Sakury wdarł się zadziorny uśmieszek, kiedy zobaczyła niedowierzanie, a zaraz po tym prawdziwą furię w jego oczach.
— Co jest Uchiha? Aż tak boli przegrana z dziewczyną?
— Przegrana z dziewczyną twojego pokroju się nie liczy  odpowiedział jej opanowanym głosem.
Przyjaciele zielono okiej przestali się podśmiewać pod nosem i zaczęli patrzeć na bruneta z niebezpiecznym błyskiem w oku. Jednak jego opinia nie miała dla niej żadnego znaczenia.
— To wszystko, co masz do powiedzenia?  zapytała znudzonym głosem
Tą odpowiedzią zbiła go z pantałyku. Miał zamiar ją wkurzyć, a ona zachowywała się tak, jakby jej to nie ruszało.
— Wyglądasz jak tania dziwka i ten samochód to nie owoc twojej pracy, a zwykła zabawka kupiona i podrasowana przez twojego bogatego ojczulka. Takie kobiety jak ty nie mają prawa głosu.
Sakura spochmurniała. Może i nie wyglądała jak panienka z dobrego domu, ale on nie miał prawa jej oceniać. Nie miała zamiaru dać mu tej satysfakcji i pozwolić się poniżać.
— Przyganiał kocioł garnkowi  warknęła.  Spójrz lepiej na siebie Uchiha. To ty nie możesz opędzić się od panienek, które tylko czekają aż z twoich ust padnie pytanie „Która chce się dzisiaj ze mną pieprzyć?”
— Co takiego?  widziała, że zaczynał tracić kontrolę.
— To, że jesteś zwykłą męską dziwką.
— Zamknij mordę!  wtrącił się młodszy z braci.  Nie masz prawa tak do niego mówić. Nie dorastasz Itachiemu do pięt.
— O widzę, że panienka też postanowiła dodać swoje 3 grosze. Nie jesteś lepszy od swojego brata Sasuke. Nie masz prawa się wywyższać.
— Coś ty powiedziała?! Byle kurwa nie będzie mnie obrażać!
Zanim zdążyła zareagować coś, a raczej ktoś mignął jej przed oczami. Po chwili młody Uchiha upadł i złapał się za nos wyjąc z bólu. Za to obok niej stanął chłopak z tatuażami na policzkach i ciężko dysząc wpatrywał się z nienawiścią w leżącego na ziemi bruneta.
— Co ty odpierdalasz?!  zawył poszkodowany
— Chyba nie sądzisz, że będę stał i grzecznie słuchał jak ją obrażasz  Kiba z ledwością nad sobą panował.
— Może byście się jednak uspokoili. Jakoś nie widzi mi się patrzeć, jak mój brat trafia za kratki, za zabicie tego kundla.
— Coś ty powiedział?  Inuzuka był bardzo blisko granicy  Jak cię zaraz...
— Kiba uspokój się do cholery! On nie jest tego wart  szatyn spojrzał z wyrzutem na Sakurę, jednak umilkł nie spuszczając wzroku z Itachiego.  A ty uważaj na to, co mówisz. Ocenianie ludzi po etykietkach jest największym błędem, jaki popełniasz i uwierz, że kiedyś się na tym przejedziesz. I jeszcze jedno. Nie próbuj mnie obrażać, bo w przeciwieństwie do ciebie nie jestem rozpieszczonym bachorem, który nie potrafi wymienić świecy w samochodzie. Nie znasz ani mnie, ani moich bliskich, tak dobrze jak ci się wydaje. Zapamiętaj to sobie.
Nie czekając na odpowiedź wsiadła do samochodu i odjechała zostawiając na środku placu oniemiałego Uchihę. Zaraz za nią odjechała jej ekipa.

Tokio, Fujisawa, 5 przecznica, dom Ino – 19.07.2015 godz.00:30
Na imprezę u Ino podjechali samochodem Hinaty. Tylko ona nie piła na tak dużych imprezach, więc robiła za szofera.

— Dlaczego mnie powstrzymałaś? Należało mu się  Kiba nie był zachwycony zachowanie przyjaciółki.

— Daj spokój. Nie powinieneś zniżać się do jego poziomu.  stwierdziła. – A tak z innej beczki. Chyba jesteś mi coś winien?

— Nie rozumiem, co masz na myśli  mruknął pod nosem, odwracając głowę w bok.

— Nie łudź się, że coś ci to pomoże. Był zakład, a ty go przegrałeś. Robisz za szofera przez okrągły tydzień  zaśmiała się.

Kiba próbował jeszcze udawać obrażonego, ale chwilę później śmiał się razem z przyjaciółką.

— Dobra poddaje się. To, kiedy mam się stawić?

— Hmm na 10:00 muszę być w warsztacie. Znając ciebie trzeba wliczyć jakieś kłopoty po drodze.

— Kłopoty?

— Przestań zgrywać idiotę. Doskonale wiem, że uwielbiasz bawić się w berka z policją.

— Dobra  uśmiechnął się głupkowato.  Dolicz 15 minut.

— W takim razie poniedziałek, 9:30 pod moim domem.

— 

Tak jest!  Zasalutował, po czym znów się roześmiał.

Sakura zauważyła kątem oka, że Ino próbuje się przedrzeć w ich stronę. Kiedy udało jej się przebrnąć przez tłum imprezowiczów, różowo włosa zobaczyła jej minę, która wyraźnie mówiła "kłopoty".

— 


Coś się stało?  zapytała.

— 


Tak jakby  odpowiedziała zmieszana.  Wiem, że nikomu się to nie spodoba, ale nie dam rady ich stąd wyrzucić.
— 

O kim ty znowu mówisz? Ino wysłów się.
Blondynka zamiast powiedzieć, wskazała na ludzi, którzy właśnie weszli przez frontowe drzwi. 




Yo!
Oto pierwszy rozdział Racing is my life! Może nie jest arcydziełem, ale mam nadzieję, że się podobał. Pod spodem macie zdjęcia i nazwy samochodów zawodników.


Sakura
Dodge Charger z 1969








Itachi


Nissan Skyline gtr r34








Temari

Ford Mustang z 1969



Kiba
Chevrolet Camaro SS

wtorek, 11 sierpnia 2015

Racing Is My Life! Prolog


„Życie jest zbyt krótkie, 
by przejmować się głupimi rzeczami. 
Baw się. Zakochaj.
 Nie rozpamiętuj niczego i nie pozwól,
 by ludzie pociągnęli cię w dół.”

Życie to ciąg zdarzeń biegnący po określonym torze. Człowiek musi jedynie pilnować, aby się go trzymać. Nie może stracić panowania. Jeśli nie da rady utraci życie.
To bardzo prosta zasada, ale są tacy ludzie, którzy nie boją się zaryzykować. Kochają adrenalinę i prędkość, a ich życiem rządzą mordercze maszyny.
Oddani im narwańcy przemierzają kilometr za kilometrem nie zważając na ryzyko.
Żyją w pośpiechu, oddając się pasji i plując na niebezpieczeństwo.
Mimo, iż wielu przegrało ten wyścig, śmiałków przybywa. Chcą zaznać wolności, żyć pełnią życia i uciec od nużącej codzienności, wciskając gaz do dechy.
To opowiadanie jest swego rodzaju hołdem złożonym ich odwadze i pasji.



Ohayo!
I oto jet prolog opowiadania Racing Is My Life!. Jest on dość krótki, ale mam nadzieję, że choć trochę zachęcił do czytania rozdziałów.






Layout by Netka Sidereum Graphics